środa, 16 kwietnia 2014

Kosmetyki - serum do okolic oczu, na miękkie skórki + balsam do ust





Pierwszy produkt – Kojące serum do pielęgnacji okolic oczu. Planet spa – mediterranean olive oil with orange flower soothing eye treatment. Avon. Cena - dostałam w prezencie:)



Odżywka do powiek na zmęczone oczy. Wystarczy odrobinę rozsmarować, aby poczuć delikatny chłód jak od mgiełki do ciała. Polecam poleżeć podczas aplikacji i tuż po niej na kanapie z zamkniętymi powiekami.
Dostałam ją na jakąś okazję od przyjaciółki. Może na początku byłam nieco sceptycznie nastawiona, bo nie wierzę w takie cudeńka, jednakże działanie tego specyfiku zmusiło mnie do zmiany zdania. Dlaczego? Ku mojemu zdziwieniu działa i pomaga, naprawdę! Używam go zazwyczaj po nieprzespanej nocy, kiedy mam piasek w oczach, lub też kiedy pozostaje mi włożenie sobie zapałek do oczodołów.

Drugi produkt – miękkie i zadbane skórki Nail Therapy. Eveline cosmetics. Cena ok.11zł.




Opis:
NAIL THERAPY PROFESSIONAL preparat do usuwania skórek. Profesjonalny preparat, który szybko, łatwo i skutecznie usuwa suche, zgrubiałe i przerośnięte skórki wokół paznokci, bez ryzyka powstania uszkodzeń. Zapobiega zadzieraniu, pękaniu i narastaniu skórek na płytkę paznokciową. Zawiera olej z awokado, który pielęgnuje, wygładza i intensywnie je nawilża. Sposób użycia: nałóż żel na skórki i pozostaw przez 30 sekund, następnie delikatnie odepchnij je za pomocą drewnianego patyczka. Po zabiegu umyj dokładnie ręce. Dla podtrzymania efektu zabieg powtarzaj raz w tygodniu.



Pomyślałam sobie, że pora w końcu zadbać nieco o dłonie, czyli brak skórek i piękne paznokcie. Zaczęłam oczywiście od strony czysto higienicznej i dlatego wypróbowałam ten produkt. Po pierwszym użyciu nie spodziewałam się cudów i tak jak myślałam, jakiejś 80% skórek została usunięta, a nowe ponownie narastają z biegiem kolejnych dni. Być może już za parę tygodni regularnego stosowania raz na zawsze pozbędę się tego problemu. Jedyny minus (a może to kwestia wprawy), otwór produktu jest dość duży i przy delikatnym naciśnięciu wyciska zbyt dużą ilość preparatu.

Trzeci produkt – Bielanda Balsa <3 do ust. Soczysta malina. Kupiłam w promocji Hebe ok. 5zł.



Opis:
Linia balsamów do ust skutecznie pielęgnuje, regeneruje i natłuszcza delikatny naskórek ust, likwidując uczucie spierzchnięcia, ściągnięcia i suchości.
Zawartość intensywnie regenerujących składników:masło karite, masło kakaowe, witamina E, olejek Makadamia, lanolina sprawia, że skóra ust szybko się odnowi, odzyska miękkość i zdrowy wygląd.
Delikatne, naturalne odcienie oraz cudowne zapachy świeżych brzoskwini, wiśni i malin uczyni stosowanie bardzo przyjemnym.
Trzy rodzaje do wyboru: troskliwa brzoskwinia, zmysłowa wiśnia i soczysta malina.

„Wisienkę”, a raczej „malinkę”, zostawiłam sobie na sam koniec. Idąc do drogerii postanowiłam znaleźć balsam do ust, który lepiej nawilżałby moje wargi od zwykłej pomadki ochronnej. Od razu mówię, że nie przepadam za masełkami, gdyż jak często przebywam poza domem, to aplikacja kosmetyku brudnym palcem jest co najmniej nie na miejscu. Wracając do tematu, zauważyłam  że ten produkt znajduje się w aktualnej promocji w pewnej drogerii, dlatego też stwierdziłam, iż wypróbuje. Przed zakupem przy kasie porozmawiałam ze sprzedawczynią, która mówiła same dobre rzeczy (powołując się na opinie innych kupujących), jednak zastrzegła, iż sama nie używała. No dobra, zaryzykowałam. Wierzcie mi, dawno nie byłam tak rozczarowana…



Może zacznę od plusów. Po pierwsze, niewątpliwie kuszące opakowanie. Po drugie, ładny zapach i kolor na ustach. Koniec. Przypominam, że zależało mi na czymś bardzo nawilżającym. Gdybym chciała kupić zwykły błyszczyk, podeszłabym do innej gablotki. Po około tygodniu stosowania muszę przyznać, że kosmetyk ściera się w pół godziny, ma gorzki smak, jest tłusty, nie nawilża jak powinien (gdy tylko zejdzie z ust, muszę sięgać po zwykłą pomadkę, która mimo tego że się wchłonie lub ją zetrę, nadal działa), mam wrażenie, że dodatkowo wysusza usta plus kompletnie nie mogę wyczuć momentu, w którym odpowiednio nacisnę tubkę, ażeby ta podała odpowiednią ilość specyfiku. Moim zdaniem pieniądze wyrzucone w błoto. Być może ten balsam nadałby się do zastosowania na pomadkę ochronną w celu nadania jej koloru i połysku. Ja dziękuję.

I to tyle moich wypocin. Starałam się do rzeczy i nie za długo, bo nie chodzi tutaj o to, żeby pisać epopeje, prawda?:) Jestem ciekawa Waszych opinii – Czy może używałyście któregoś z kosmetyków i macie inne zdanie na jego temat? Piszcie!
Mam dobrą wiadomość! Zaraz po świętach umówiłam się na zdjęcia – w końcu! A w przyszłym tygodniu zapraszam na pierwszy tutorial z Adobe Photoshop. W zasadzie zastanawiam się jeszcze nad konkretnym tematem, dlatego jeśli macie jakieś propozycje, napiszcie w komentarzu!


Trzymajcie się! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz